WYDANIE 04 · PAŹDZIERNIK 2026
← POWRÓT
Gdybyś miała wskazać horror, którego seans w Halloween odradzałabyś osobom o słabych nerwach, jaki byłby to tytuł?
Czy są horrory, które twoim zdaniem zostały niesłusznie pominięte przez szeroką publiczność lub krytykę, a które szczególnie warto odkryć tej jesieni?
fotosy z filmu "the witch"
the last boys (1987)
SPLAT FILM FEST
Mogłabym wskazać dziesiątki takich filmów, ale dwa bardzo różne przykłady przychodzą mi do głowy od razu.
Pierwszy to „The Sadness” Roba Jabbaza. To jeden z najbardziej bezkompromisowych horrorów, jakie widziałam – brutalny, ekstremalny i właściwie pozbawiony momentów, w których widz może bezpiecznie odetchnąć. Nie chodzi nawet tylko o ilość krwi, ale o rodzaj przemocy i o to, jak konsekwentnie film przekracza kolejne granice. Jeśli ktoś zwykle zasłania oczy przy mocniejszych scenach, tutaj może spędzić w ten sposób sporą część seansu.
Zupełnie innym doświadczeniem jest „Alpha” Julii Ducournau. Widziałam ją podczas premiery w Cannes i był to dla mnie jeden z najbardziej intensywnych, a zarazem najlepszych seansów kinowych, jakie przeżyłam. To film emocjonalnie przytłaczający, bolesny, bardzo intymny i potrafi niemal fizycznie oddziaływać na widza. Jeden z najlepszych horrorów jakie widziałam i jednocześnie film, do którego boję się wracać i nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze odważe się go obejrzec.
Takich filmów jest bardzo dużo. Liczba tytułów, które mogą trafić do regularnej dystrybucji kinowej, jest ograniczona, a przy decyzjach dystrybucyjnych ogromne znaczenie ma oczywiście potencjał komercyjny. W efekcie wiele znakomitych filmów bardziej autorskich, nieoczywistych czy trudniejszych gatunkowo funkcjonuje przede wszystkim w obiegu festiwalowym i nigdy nie dostaje szansy dotarcia do naprawdę szerokiej publiczności.
Świetnym przykładem jest dla mnie „Bądź wola moja” Julii Kowalski – francusko-polski film, który miał światową premierę w Cannes, a w tym roku pokażemy go podczas warszawskiej premiery na Splat!FilmFest. W Polsce nie trafił do szerokiej dystrybucji, a moim zdaniem zdecydowanie na nią zasługuje.
To film znakomity: bardzo zmysłowy, surowy, niepokojący i całkowicie własny. Łączy folk horror, cielesność i historię kobiety próbującej wyrwać się ze świata, który od początku wyznaczył jej określone miejsce. Jest w nim coś dzikiego i pierwotnego, a jednocześnie jest to bardzo świadome, autorskie kino. Właśnie dla takich filmów warto chodzić na festiwale – można odkryć rzeczy, które z różnych powodów ominą szeroki repertuar kinowy, choć absolutnie nie powinny.
MS: Horrory oglądam właściwie od dziecka, później stały się również ogromną częścią mojego życia zawodowego. Każdego roku oglądam dziesiątki filmów gatunkowych – od wielkich premier po rzeczy, które czasem zobaczy później tylko festiwalowa publiczność. Po tylu latach człowiek mimowolnie wyrabia sobie bardzo wysoką odporność. Znam język horroru i nawet przy wybitych produkcjach naprawdę rzadko zdarza mi się już ten najbardziej pierwotny rodzaj strachu, kiedy przestaję analizować film i po prostu się boję.
Dlatego szczególnie pamiętam dwa seanse: „Hereditary. Dziedzictwo” Ariego Astera i „Babadook” Jennifer Kent. W obu przypadkach oglądałam film sama wieczorem i autentycznie musiałam przerwać seans, bo strach był tak silny, że nie byłam w stanie oglądać dalej. Wróciłam do nich dopiero następnego dnia, przy świetle dziennym – i nawet wtedy oglądałam je z ogromnym niepokojem.
Oczywiście nie jest tak, że w kinie już w ogóle się nie boję – nadal zdarza mi się autentycznie przestraszyć. Ale „Hereditary” i „Babadook” były dla mnie czymś znacznie mocniejszym: to były po prostu ekstremalne doświadczenia strachu, które pamiętam do dziś.
plakat filmu halloween
MONIKA stolat
Jako osoba, która ma kontakt z ogromną liczbą produkcji z gatunku horroru, jaki film w ostatnim czasie naprawdę cię przestraszył lub szczególnie zapadł ci w pamięć?
Jedno jest pewne: październik został stworzony do oglądania horrorów. Wystarczy koc, kubek gorącego napoju, zgaszone światło i dobry film. Resztę zrobi jesienna aura! A jeśli wciąż zastanawiacie, jaki film jest tym “dobrym”, poniżej prezentujemy selekcję tytułów, które wybrała dla nas Monika Stolat.
Gdybym miała wybrać tylko pięć filmów do domowego jesiennego zestawu, postawiłabym na:
„Teksańską masakrę piłą mechaniczną” (1974) – film brudny, surowy i do dziś niezwykle intensywny. Ma w sobie coś, czego nie da się podrobić, nawet po pięćdziesięciu latach.
„Halloween” (1978) Johna Carpentera – trudno znaleźć bardziej jesienny horror. Muzyka, noc, amerykańskie przedmieścia i narastające poczucie zagrożenia stworzyły właściwie wzorzec halloweenowego kina, do którego kolejne pokolenia twórców wciąż się odwołują.
„The Lost Boys” (1987) – bo horror nie zawsze musi być śmiertelnie poważny. Wampiry, lata 80., świetna muzyka, energia i ogromna przyjemność z oglądania.
„Egzorcystę” (1973) – jeden z tych filmów, do których warto wracać, nawet jeśli zna się je na pamięć. Po ponad pięćdziesięciu latach nadal ma w sobie coś bardzo niepokojącego i pozostaje jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla kina grozy.
„The Witch” (2015) Roberta Eggersa – przede wszystkim dla atmosfery. Powolny, duszny folk horror, w którym właściwie od początku czuje się, że nic dobrego się nie wydarzy. Idealny na ciemny jesienny wieczór.
Jeżeli chcecie poczuć Halloween na ekranie, "Trick 'r Treat" jest jednym z lepszych wyborów. Film Michaela Dougherty'ego splata kilka historii rozgrywających się podczas jednej nocy. Są tu mordercy, duchy, wilkołaki, dzieci w kostiumach i tajemnicza postać Sama. Wszystko utrzymane jest w mocno halloweenowym klimacie, ale produkcja ma też sporo czarnego humoru.
Jesień ma również swoje gotyckie oblicze. Jeśli zamiast krwawego slashera wolicie tajemnicze miasteczko, stare domy, mgłę i legendy, warto wrócić do "Jeźdźca bez głowy" Tima Burtona. Historia Ichaboda Crane'a i bezgłowego jeźdźca jest wręcz stworzona na długie, chłodne wieczory. To propozycja dla osób, które chcą się bać, ale jednocześnie zanurzyć w niezwykle charakterystycznym świecie.
Są też horrory, które nie potrzebują krwawych scen ani wyskakujących potworów, żeby skutecznie wywołać niepokój. Wystarczy tajemnica, narastające napięcie i poczucie, że bohaterowie znaleźli się w sytuacji, nad którą coraz trudniej im zapanować. Właśnie na takim mechanizmie opiera się "The Blair Witch Project". Trójka młodych ludzi wyrusza, by nakręcić dokument o tajemniczej wiedźmie, jednak ich wyprawa szybko zaczyna przybierać niepokojący obrót. Twórcy pozostawiają wiele niedopowiedzeń, dzięki czemu widz sam dopowiada sobie to, czego nie pokazano na ekranie. I właśnie ta niewiadoma okazuje się jednym z najmocniejszych elementów filmu.
Jednak nie każdy film na halloweenowy wieczór musi być klasycznym horrorem. "Donnie Darko" balansuje między thrillerem psychologicznym, science fiction i horrorem, ale jego jesienny klimat jest nie do podrobienia. Październikowa atmosfera, szkoła, Halloween, nostalgia za latami 80. i tajemnicza postać w przerażającym kostiumie królika tworzą wyjątkową mieszankę. To film bardziej niepokojący przez swój surrealizm niż typowy straszak.
Są tu klasyki, kultowe slashery, folk horrory, opowieści o wiedźmach, a także produkcje, które bardziej niepokoją, niż straszą. Jakby tego było mało o horrorowe produkcje zapytaliśmy niekwestionową królową tego gatunku - Monikę Stolat, która jest dyrektorką artystyczną i producentką Splat!FilmFest, czyli jedynego w Polsce festiwalu nowego kina grozy, fantastyki, kina gatunkowego i bezkompromisowego kina arthousowego.
Nie bez powodu październik od lat jest jednym z najważniejszych miesięcy w kalendarzu fanów horroru. Halloween idealnie łączy się z tym, co kochamy w jesieni najbardziej - ciemnością, mgłą, opadającymi liśćmi, pustymi ulicami i poczuciem, że za rogiem może wydarzyć się coś dziwnego. To właśnie dlatego przygotowaliśmy kilka propozycji na jesienne seanse. Nie wszystkie są typowymi horrorami. Niektóre stawiają przede wszystkim na klimat, inne na napięcie, a jeszcze inne na czystą halloweenową zabawę.
WYWIAD
Jesień to idealny moment, żeby zaszyć się pod kocem, zgasić światło i włączyć horror. Im szybciej robi się ciemno, tym lepiej “smakują” opowieści o duchach, czarownicach, demonach, a nawet seryjnych mordercach. Jeśli już czujecie halloweenowy klimat, mamy dla was zestaw filmów, które idealnie pasują do październikowych wieczorów!
Julita Buczek
01.10.2026
№6 Lifestyle & Podróże
REDAKCJA
© 2026 ESKA STORY
ESKA STORY · CYFROWY MAGAZYN ESKA.pl
Karol Gruszka, Karina Mozolewska, Piotr Dąbrowski, Paweł Wypych, Dominika Łapińska, Krzysztof Dąbrowski, Tomasz Pietrzyk, Mateusz Reska, Alicja Nochowicz, Maksymilian Kluziewicz, Adrian Rybak, Kamil Polewski, Karolina Piątkowska, Amadeusz Calik, Julita Buczek, Damian Bobrowski, Jakub Grzechowiak
WYDANIE 04 · PAŹDZIERNIK 2026
← POWRÓT
Takich filmów jest bardzo dużo. Liczba tytułów, które mogą trafić do regularnej dystrybucji kinowej, jest ograniczona, a przy decyzjach dystrybucyjnych ogromne znaczenie ma oczywiście potencjał komercyjny. W efekcie wiele znakomitych filmów bardziej autorskich, nieoczywistych czy trudniejszych gatunkowo funkcjonuje przede wszystkim w obiegu festiwalowym i nigdy nie dostaje szansy dotarcia do naprawdę szerokiej publiczności.
Świetnym przykładem jest dla mnie „Bądź wola moja” Julii Kowalski – francusko-polski film, który miał światową premierę w Cannes, a w tym roku pokażemy go podczas warszawskiej premiery na Splat!FilmFest. W Polsce nie trafił do szerokiej dystrybucji, a moim zdaniem zdecydowanie na nią zasługuje.
To film znakomity: bardzo zmysłowy, surowy, niepokojący i całkowicie własny. Łączy folk horror, cielesność i historię kobiety próbującej wyrwać się ze świata, który od początku wyznaczył jej określone miejsce. Jest w nim coś dzikiego i pierwotnego, a jednocześnie jest to bardzo świadome, autorskie kino. Właśnie dla takich filmów warto chodzić na festiwale – można odkryć rzeczy, które z różnych powodów ominą szeroki repertuar kinowy, choć absolutnie nie powinny.
Czy są horrory, które twoim zdaniem zostały niesłusznie pominięte przez szeroką publiczność lub krytykę, a które szczególnie warto odkryć tej jesieni?
MS: Horrory oglądam właściwie od dziecka, później stały się również ogromną częścią mojego życia zawodowego. Każdego roku oglądam dziesiątki filmów gatunkowych – od wielkich premier po rzeczy, które czasem zobaczy później tylko festiwalowa publiczność. Po tylu latach człowiek mimowolnie wyrabia sobie bardzo wysoką odporność. Znam język horroru i nawet przy wybitych produkcjach naprawdę rzadko zdarza mi się już ten najbardziej pierwotny rodzaj strachu, kiedy przestaję analizować film i po prostu się boję.
Dlatego szczególnie pamiętam dwa seanse: „Hereditary. Dziedzictwo” Ariego Astera i „Babadook” Jennifer Kent. W obu przypadkach oglądałam film sama wieczorem i autentycznie musiałam przerwać seans, bo strach był tak silny, że nie byłam w stanie oglądać dalej. Wróciłam do nich dopiero następnego dnia, przy świetle dziennym – i nawet wtedy oglądałam je z ogromnym niepokojem.
Oczywiście nie jest tak, że w kinie już w ogóle się nie boję – nadal zdarza mi się autentycznie przestraszyć. Ale „Hereditary” i „Babadook” były dla mnie czymś znacznie mocniejszym: to były po prostu ekstremalne doświadczenia strachu, które pamiętam do dziś.
fotosy z filmu "the witch"
Mogłabym wskazać dziesiątki takich filmów, ale dwa bardzo różne przykłady przychodzą mi do głowy od razu.
Pierwszy to „The Sadness” Roba Jabbaza. To jeden z najbardziej bezkompromisowych horrorów, jakie widziałam – brutalny, ekstremalny i właściwie pozbawiony momentów, w których widz może bezpiecznie odetchnąć. Nie chodzi nawet tylko o ilość krwi, ale o rodzaj przemocy i o to, jak konsekwentnie film przekracza kolejne granice. Jeśli ktoś zwykle zasłania oczy przy mocniejszych scenach, tutaj może spędzić w ten sposób sporą część seansu.
Zupełnie innym doświadczeniem jest „Alpha” Julii Ducournau. Widziałam ją podczas premiery w Cannes i był to dla mnie jeden z najbardziej intensywnych, a zarazem najlepszych seansów kinowych, jakie przeżyłam. To film emocjonalnie przytłaczający, bolesny, bardzo intymny i potrafi niemal fizycznie oddziaływać na widza. Jeden z najlepszych horrorów jakie widziałam i jednocześnie film, do którego boję się wracać i nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze odważe się go obejrzec.
Gdybyś miała wskazać horror, którego seans w Halloween odradzałabyś osobom o słabych nerwach, jaki byłby to tytuł?
the last boys (1987)
SPLAT FILM FEST
Jako osoba, która ma kontakt z ogromną liczbą produkcji z gatunku horroru, jaki film w ostatnim czasie naprawdę cię przestraszył lub szczególnie zapadł ci w pamięć?
Jedno jest pewne: październik został stworzony do oglądania horrorów. Wystarczy koc, kubek gorącego napoju, zgaszone światło i dobry film. Resztę zrobi jesienna aura! A jeśli wciąż zastanawiacie, jaki film jest tym “dobrym”, poniżej prezentujemy selekcję tytułów, które wybrała dla nas Monika Stolat.
Gdybym miała wybrać tylko pięć filmów do domowego jesiennego zestawu, postawiłabym na:
„Teksańską masakrę piłą mechaniczną” (1974) – film brudny, surowy i do dziś niezwykle intensywny. Ma w sobie coś, czego nie da się podrobić, nawet po pięćdziesięciu latach.
„Halloween” (1978) Johna Carpentera – trudno znaleźć bardziej jesienny horror. Muzyka, noc, amerykańskie przedmieścia i narastające poczucie zagrożenia stworzyły właściwie wzorzec halloweenowego kina, do którego kolejne pokolenia twórców wciąż się odwołują.
„The Lost Boys” (1987) – bo horror nie zawsze musi być śmiertelnie poważny. Wampiry, lata 80., świetna muzyka, energia i ogromna przyjemność z oglądania.
„Egzorcystę” (1973) – jeden z tych filmów, do których warto wracać, nawet jeśli zna się je na pamięć. Po ponad pięćdziesięciu latach nadal ma w sobie coś bardzo niepokojącego i pozostaje jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla kina grozy.
„The Witch” (2015) Roberta Eggersa – przede wszystkim dla atmosfery. Powolny, duszny folk horror, w którym właściwie od początku czuje się, że nic dobrego się nie wydarzy. Idealny na ciemny jesienny wieczór.
Jeżeli chcecie poczuć Halloween na ekranie, "Trick 'r Treat" jest jednym z lepszych wyborów. Film Michaela Dougherty'ego splata kilka historii rozgrywających się podczas jednej nocy. Są tu mordercy, duchy, wilkołaki, dzieci w kostiumach i tajemnicza postać Sama. Wszystko utrzymane jest w mocno halloweenowym klimacie, ale produkcja ma też sporo czarnego humoru.
Jesień ma również swoje gotyckie oblicze. Jeśli zamiast krwawego slashera wolicie tajemnicze miasteczko, stare domy, mgłę i legendy, warto wrócić do "Jeźdźca bez głowy" Tima Burtona. Historia Ichaboda Crane'a i bezgłowego jeźdźca jest wręcz stworzona na długie, chłodne wieczory. To propozycja dla osób, które chcą się bać, ale jednocześnie zanurzyć w niezwykle charakterystycznym świecie.
Są też horrory, które nie potrzebują krwawych scen ani wyskakujących potworów, żeby skutecznie wywołać niepokój. Wystarczy tajemnica, narastające napięcie i poczucie, że bohaterowie znaleźli się w sytuacji, nad którą coraz trudniej im zapanować. Właśnie na takim mechanizmie opiera się "The Blair Witch Project". Trójka młodych ludzi wyrusza, by nakręcić dokument o tajemniczej wiedźmie, jednak ich wyprawa szybko zaczyna przybierać niepokojący obrót. Twórcy pozostawiają wiele niedopowiedzeń, dzięki czemu widz sam dopowiada sobie to, czego nie pokazano na ekranie. I właśnie ta niewiadoma okazuje się jednym z najmocniejszych elementów filmu.
Jednak nie każdy film na halloweenowy wieczór musi być klasycznym horrorem. "Donnie Darko" balansuje między thrillerem psychologicznym, science fiction i horrorem, ale jego jesienny klimat jest nie do podrobienia. Październikowa atmosfera, szkoła, Halloween, nostalgia za latami 80. i tajemnicza postać w przerażającym kostiumie królika tworzą wyjątkową mieszankę. To film bardziej niepokojący przez swój surrealizm niż typowy straszak.
plakat filmu halloween
MONIKA stolat
Są tu klasyki, kultowe slashery, folk horrory, opowieści o wiedźmach, a także produkcje, które bardziej niepokoją, niż straszą. Jakby tego było mało o horrorowe produkcje zapytaliśmy niekwestionową królową tego gatunku - Monikę Stolat, która jest dyrektorką artystyczną i producentką Splat!FilmFest, czyli jedynego w Polsce festiwalu nowego kina grozy, fantastyki, kina gatunkowego i bezkompromisowego kina arthousowego.
Nie bez powodu październik od lat jest jednym z najważniejszych miesięcy w kalendarzu fanów horroru. Halloween idealnie łączy się z tym, co kochamy w jesieni najbardziej - ciemnością, mgłą, opadającymi liśćmi, pustymi ulicami i poczuciem, że za rogiem może wydarzyć się coś dziwnego. To właśnie dlatego przygotowaliśmy kilka propozycji na jesienne seanse. Nie wszystkie są typowymi horrorami. Niektóre stawiają przede wszystkim na klimat, inne na napięcie, a jeszcze inne na czystą halloweenową zabawę.
WYWIAD
Jesień to idealny moment, żeby zaszyć się pod kocem, zgasić światło i włączyć horror. Im szybciej robi się ciemno, tym lepiej “smakują” opowieści o duchach, czarownicach, demonach, a nawet seryjnych mordercach. Jeśli już czujecie halloweenowy klimat, mamy dla was zestaw filmów, które idealnie pasują do październikowych wieczorów!
Julita Buczek
01.10.2026
№6 Lifestyle & Podróże
Karol Gruszka, Karina Mozolewska, Piotr Dąbrowski, Paweł Wypych, Dominika Łapińska, Krzysztof Dąbrowski, Tomasz Pietrzyk, Mateusz Reska, Alicja Nochowicz, Maksymilian Kluziewicz, Adrian Rybak, Kamil Polewski, Karolina Piątkowska, Amadeusz Calik, Julita Buczek, Damian Bobrowski, Jakub Grzechowiak
© 2026 ESKA STORY
ESKA STORY · CYFROWY MAGAZYN ESKA.pl
REDAKCJA