Warszawski sen króla muzyki pop
20 września 1996 roku to data, która zapisała się nie tylko w sercach fanów Michaela Jacksona, ale na kartach historii polskiej popkultury. Tego dnia swój koncert na warszawskim Bemowie zagrał król muzyki pop, gromadząc pod sceną ponad 100 tysięcy osób. Od tego wyjątkowego z wielu powodów momentu mija właśnie 30 lat. Co sprawiło, że Michael Jackson tak bardzo upodobał sobie nasz kraj?
Taylor Swift, The Weeknd, Beyoncé, Billie Eilish, Harry Styles czy Bad Bunny to zaledwie kilka nazwisk z całej listy pierwszoligowych gwiazd muzyki pop, które odwiedziły Polskę w tej dekadzie, a przypomnijmy, że pandemia COVID-19 zamroziła branżę rozrywkową na niemalże dwa lata. Nasz kraj stanowi aktualnie jeden z ważniejszych i najprężniej rozwijających się rynków koncertowych w Europie, co potwierdza ogromne zainteresowanie wejściówkami na występy międzynarodowych sław.
I choć Swift, która jako pierwsza artystka w historii wyprzedała trzy razy PGE Narodowy, była tego najbliżej, żaden z wymienionych artystów nie mógł liczyć na równie entuzjastyczne, wręcz królewskie przyjęcie, jakie zgotowano Michaelowi Jacksonowi w 1996 i 1997 roku.
Z perspektywy czasu aż trudno uwierzyć, że jedna z największych gwiazd w historii tak bardzo upodobała sobie Polskę, że niespełna rok po zagraniu jedynego koncertu w naszym kraju wróciła do Warszawy z planem wybudowania tu najnowocześniejszego parku rozrywki – przez polskie media relacjonujące tę niespodziewaną i dość chaotyczną wizytę ochrzczonego mianem „Jacksonlandu”.
Wizja budowy parku rozrywki Michaela Jacksona w stolicy brzmi jak powielana przez środowiska fanowskie legenda. Tyle że w tym przypadku to prawda.
Jedno kliknięcie i nasze reportaże, newsy i historie z muzyki będą częściej pojawiać się w Twoich wiadomościach w Google.

Lata 90. w Polsce to okres dynamicznych zmian – zarówno politycznych, jak i gospodarczych. Nie bez powodu często wspomina się je jako czas zachłyśnięcia zachodem. Po latach spędzonych za żelazną kurtyną Polacy otrzymali nieograniczony dostęp do zagranicznej muzyki, filmów oraz prasy. Nie oznacza to jednak, że przed 1996 rokiem i koncertem Michaela Jacksona nikt do nas nie zaglądał. W latach 80. przed polską publicznością zagrali m.in. Metallica, Depeche Mode czy Tina Turner, a jeszcze wcześniej, w 1976 roku, zwycięzcy Eurowizji – zespół ABBA.
Po takiej posusze, kiedy jedna czy dwie gwiazdy w ciągu roku przyjeżdżały do Polski, to te lata 90. były absolutnym fenomenem. Mieliśmy wtedy cały wysyp gwiazd światowego formatu, które do nas przyjeżdżały. No i koncert, na który czekała cała Polska - Michael Jackson na warszawskim Lotnisku Bemowo w 1996 roku
Koncert Michaela Jacksona w Warszawie był piątym przystankiem „HIStory World Tour” - trzeciej i zarazem ostatniej solowej trasy koncertowej króla popu. W historii Polski zapisał się jako wydarzenie bezprecedensowe. Mimo wizyt zagranicznych gwiazd Polakom nie było dane oglądać wcześniej równie imponującej, multimedialnej produkcji, naszpikowanej efektami specjalnymi – z wykorzystaniem telebimów, pirotechniki oraz podnośni.
„Wideoklip na żywo” – zachwycał się w opublikowanej na łamach „Gazety Wyborczej”, jednego z patronów medialnych wydarzenia, dziennikarz muzyczny Robert Leszczyński.
Tu, na Bemowie, 20 września 1996 roku zelektryzował Polskę, dając koncert dla ponad 100 000 ludzi, przenosząc nas w świat dotychczas nieznany…
Trasa koncertowa „HIStory World Tour” została ogłoszona 29 maja 1996 roku. Najbardziej dochodowe tournée solowego artysty dekady promowało wydany rok wcześniej album „HIStory: Past, Present and Future, Book I”. Wydawnictwo było niestandardową pozycją w dorobku Jacksona. Na dwóch krążkach znalazły się zarówno największe hity, jak i premierowy materiał, z singlem „You Are Not Alone” na czele. W teledysku do ballady wystąpiła żona piosenkarza Lisa Marie Presley.
Patrząc na okoliczności i czas wydania płyty, nie sposób nie odnieść wrażenia, że Jackson chciał nią przypomnieć światu, że mimo nie najlepszej prasy pozostaje niekwestionowanym królem muzyki pop z kilkunastoma globalnymi hitami na koncie, który wciąż ma wiele do zaoferowania.
Lata 90. to czas, kiedy nad Jacksonem zaczęły kłębić się ciemne chmury. W 1993 roku został oskarżony o molestowanie seksualne 13-letniego wówczas Jordana Chandler, syna dentysty i scenarzysty Evana Chandlera. Do procesu karnego nigdy nie doszło. W styczniu następnego roku artysta zawarł ugodę cywilną z rodziną chłopca na około 23 miliony dolarów. Nigdy nie przyznał się do winy. Skandal obyczajowy wpłynął jednak na postrzeganie Jacksona, którego w mediach na całym świecie coraz częściej przedstawiano jako „Wacko Jacko” i zachwiał jego pozycją w branży. Trasa koncertowa „Dangerous World Tour” została przedwcześnie zakończona w listopadzie 1993 roku z powodów zdrowotnych. Jackson publicznie przyznał się do uzależnienia od leków przeciwbólowych.
Niespodziewany ślub z córką Elvisa Presleya w maju 1994 roku uznano z kolei za PR-owy ruch, mający na celu odwrócenie uwagi od oskarżeń o pedofilię. Wyruszeniu w „HIStory World Tour” towarzyszyła zatem misja, by pokazać, że Jackson nie wypadł z formy. Seria koncertów miała też przypieczętować jego status największej gwiazdy wszech czasów.
W piątek 20 września 1996 roku wszystkie drogi w Polsce prowadziły na warszawskie lotnisko Bemowo. To właśnie tam wybudowano największą scenę, jaką do tej pory można było zobaczyć w naszym kraju. O godzinie 21:00 pojawił się na niej on – sam Michael Jackson.
Wyczekiwany przez setki tysięcy fanów król muzyki pop zawitał do Warszawy dwa dni przed planowanym koncertem. „Jacksonmania” w Polsce rozpoczęła się dokładnie w środę 18 września po godzinie 15:00, kiedy na warszawskim Okęciu wylądował lecący z Moskwy biały Boeing 707 z napisem „Kingdom” i plakatem promującym album „HIStory”. Do zbliżającego się do lądu samolotu podjechała kolumna czarnych limuzyn, policjanci na motocyklach oraz autobus pełen dzieci z Zespołu Tańca Ludowego „Pruszkowiacy”. Zanim wielbiciele zobaczyli na żywo swojego idola, padli ofiarą żartu zorganizowanego przed redakcję „Super Expressu”. Na dwie godziny przed przylotem supergwiazdy pod halą przylotów pojawił się czarny Lincoln, z którego wysiadł wynajęty na tę okoliczność sobowtór Jacksona, Rafał Kuźmiczonek. Mężczyzna, jak chwalili się w czwartkowym wydaniu redaktorzy odpowiedzialni za ustawkę, miał wywołać ogromne poruszenie. Nabrali się nie tylko fani, ale również obecni na miejscu przedstawiciele konkurencyjnych tytułów.

Sobowtór Jacksona, Rafał Kuźmiczonek, miał wywołać ogromne poruszenie. Nabrali się nie tylko fani, ale również obecni na miejscu przedstawiciele konkurencyjnych tytułów.
Według relacji dziennikarzy i fanów Michael zjawił się na schodach boeinga dopiero po upływie 30 minut od wylądowania. Po odprawie paszportowej, która odbyła się na pokładzie samolotu, gdzie wręczono mu również klucze do Apartamentu Prezydenckiego w hotelu Marriott, piosenkarz objawił się uczestnikom wydarzenia ubrany w oliwkowy mundur ze złotymi pagonami, z czarnym kapeluszem na głowie, spod którego wystawał mu kosmyk włosów i okularami w tym samym kolorze. Wyczekiwany na polskiej ziemi król muzyki pop posłał całusy w stronę rozgorączkowanych wielbicieli, powitał organizatorów koncertu w Polsce (Viva Art Music, RMF FM i Polsat), zrobił kilka spontanicznych, pamiątkowych zdjęć z policjantami, po czym wsiadł do podstawionej Toyoty Previi, skąd kawalkada czarnych limuzyn w asyście funkcjonariuszy policji powiozła go pod hotel. Dopiero tam rozpoczęło się niespotykane dotąd na tę skalę szaleństwo.

Na miejscu na wokalistę czekał blisko tysięczny tłum z transparentami, zdjęciami do podpisania i płytami, napierający na barierkę, którą odgrodzono plac przed głównym wejściem do obiektu. Na przyjazd Jacksona i jego świty przygotowano podobno 67 pokoi. Ekipa zajęła 40. piętro, a piosenkarz zatrzymał się w dwupiętrowym Apartamencie Prezydenckim. Jego jedynym oficjalnym życzeniem było nastrojenie stojącego w nim fortepianu. W ostatniej chwili – według plotek – gwiazdor miał też rzekomo poprosić o położenie parkietu tanecznego obok jego sypialni i udekorowanie apartamentu balonikami w kolorach czarnym i czerwonym.
Po wejściu do Marriotta wyczekiwanego gościa przywitało pięcioro dzieci ubranych w ludowe stroje, które wręczyły mu kwiaty. Jackson już pierwszego dnia pobytu w Polsce pokazał, że nie zamierza trzymać się ustalonego wcześniej harmonogramu. Zamiast zbierać siły przed wieczornym spotkaniem z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, postanowił wybrać się na zakupy. Odwiedził sklep muzyczny „Digital” w Alejach Jerozolimskich, skąd ochroniarze wynieśli pełne koszyki płyt, w tym jego własnych, księgarnię, w której kupił kilka książek, a po godzinie 18:00 zawitał do zlokalizowanego na Placu Konstytucji „Kidilandu”, gdzie przez pół godziny wybierał zabawki dla dzieci z dwóch warszawskich domów dziecka i szpitala, które planował odwiedzić. Wizyta w „Kidilandzie” okazała się paradoksalnie jednym z najważniejszych punktów całej wycieczki po stolicy. Jackson zaprzyjaźnił się z właścicielami zabawkowego raju – Jolantą i Jacquesem Tourel.
O godzinie 19:30 Michael Jackson wraz z trojgiem dzieci pojawił się w Pałacu Prezydenckim, gdzie oczekiwał go Aleksander Kwaśniewski z małżonką Jolantą. Spotkanie trwające zaledwie 25 minut było jednak zamknięte dla prasy. Uczestnicy zdradzili, że rozmowa wokalisty z głową państwa dotyczyła przede wszystkim muzyki. Z pierwszą damą Jackson miał natomiast rozmawiać o bliskich ich sercom działaniach charytatywnych.
W czwartek, dzień przed koncertem na Bemowie, Michael Jackson spotkał się z wicepremierem Grzegorzem Kołodko, który wręczył mu albumy z fotografiami polskich krajobrazów, komplet nagrań muzyki Fryderyka Chopina w wykonaniu rodzimych artystów oraz książkę własnego autorstwa „Strategia dla Polski” z dedykacją. Jeszcze tego samego dnia piosenkarz – ponownie w towarzystwie Jolanty Kwaśniewskiej – udał się na spotkanie z wychowankami domu dziecka przy ul. Rakowieckiej. Nie zdążył jednak odwiedzić szpitala. Wieczorem miał z kolei pojechać na Bemowo, by wziąć udział w próbach do zaplanowanego na piątek show.
Tyle osób bawiło się na jedynym w historii koncercie „kosmicznego Michaela” w Polsce, co było drugim najwyższym wynikiem frekwencyjnym trasy „HIStory World Tour”. Lepsi okazali się jedynie Czesi, których na show w Pradze przybyło 127 tysięcy. Dziennikarz muzyczny Robert Leszczyński relacjonował praski koncert Jacksona na łamach „Gazety Wyborczej”, przygotowując wielbicieli na przyjazd niekwestionowanego showmana.
To nie był tradycyjny koncert, ale rodzaj starannie wyreżyserowanego, multimedialnego spektaklu z inscenizacjami wideoklipów, scenami tańca, pokazami filmowymi, ciągłymi zmianami dekoracji. (...) Najlepszy koncert, jaki widziałem w życiu. Ale czy na pewno koncert...?
Bilety na koncert Jacksona w Warszawie dostępne były w trzech wariantach cenowych: po 30, 40 i 50 złotych. Często spotykam się z komentarzami wyrażającymi zaskoczenie tym faktem. Jak to możliwe, że za występ gwiazdy wszech czasów trzeba było zapłacić mniej niż dzisiaj za bilet do teatru? Weźmy pod uwagę realia tamtych czasów. W 1996 roku średnie miesięczne wynagrodzenie w Polsce wynosiło według danych GUS 873 PLN. Średnie wynagrodzenie w sierpniu 2024 roku to 8189,74 złotych. Posługując się przykładem wspomnianej Taylor Swift, na koncert której bilety pod sceną kosztowały 690 złotych, można rzeczywiście stwierdzić, że bilety na wydarzenia muzyczne są dziś relatywnie droższe, co nie zmienia faktu, że trzy dekady temu wydatek rzędu 50 złotych był wyraźnie odczuwalny.
Samo show zebrało świetne recenzje. Przez blisko dwie godziny – zakończyło się o 22:45 – fani mieli okazję słuchać największych hitów z repertuaru króla popu. Sporo emocji wywołał wybór supportu. W Warszawie publiczność rozgrzewali pochodzący ze Szwajcarii i znany z hitu „Chihuahua” DJ Bobo oraz grupa Formacja Nieżywych Schabuff na fali popularności singla „Lato”.

Informację o tym, że zagramy przed Jacksonem dostałem od Piotra Metza. Graliśmy niejako z ramienia RMF FM, który ogarniał reklamę koncertu. Piotr wysyłał nasze płyty, reprezentował nas w rozmowach, mieliśmy stosowne wytyczne, ile miejsca na scenie jest nam przeznaczone. Fantazja spowodowała, że wychodziliśmy poza ramy, co wzbudzało sympatyczne, ale zdecydowane reakcje dyscyplinujące
Chcę jednak podkreślić, że zostaliśmy potraktowani wyjątkowo: od garderoby (namiot), która wprawiła nas w zakłopotanie, po dywany, wersalki, fotele, catering na poziomie przekraczającym standardy znane w naszym kraju. Opiekowano się nami z wielkim szacunkiem należnym artystom, choć byliśmy tylko supportem z Polski. Dla nich to był standard, dla nas szok. To była fabryka w pełni autonomiczna i samowystarczalna. Wszystko przyleciało z USA, włącznie z wodą, nie wspominając o całej artystycznej logistyce. Mieliśmy zaszczyt doświadczyć show, którego w tej części Europy nikt jeszcze nie widział i to zarówno od strony technicznej i artystycznej
Jak można się domyślić, możliwość wystąpienia przed Michaelem Jacksonem dla 120 tysięcy fanów była dla członków grupy niesamowitym, bardzo emocjonalnym doświadczeniem.
Dla nas wyjście na scenę i ogarnięcie 120-tysięcznego "morza" ludzi było przeżyciem nie do opisania. Mieliśmy świadomość, że to nie nasza publiczność, ale zostaliśmy w konsekwencji przyjęci z wielkim entuzjazmem. Zagraliśmy koło 30-40 minut i były to same hity. Płakałem jak dziecko, słysząc jak 120 tysięcy gardeł śpiewa nasze piosenki. No, emocje nie do opisania
Klepaczowi nie udało się jednak spotkać z Jacksonem.
Nie spotkaliśmy się osobiście z Królem. Jego spotkanie z Olą Kwaśniewską mocno się przedłużyło i skradło nam ten czas. Spotkaliśmy się z sobowtórem, nie wiedząc o tym, co na tamten moment dało nam satysfakcję. Rozczarowanie nastąpiło post factum – śmieje się. Miałem natomiast przyjemność oglądać koncert pod samą sceną i choć od tego czasu widziałem wiele koncertów, to tamte emocje zostaną niepokonane
Organizacja największego w historii polskiej branży koncertowej widowiska miała przerosnąć możliwości organizatora. Tuż po pojawieniu się na scenie Jacksona puściły bariery i kilkaset osób z dalszych sektorów naparło na tych znajdujących się z przodu. Tylko sektor VIP zachował się w całości.
W ciągu pierwszego kwadransa wyniesiono piętnaście osób, które resztę koncertu spędziły w punkcie medycznym. W sumie przedstawiciele ochrony zdrowia musieli interweniować pięćset razy. Policja zatrzymała dwóch nietrzeźwych ochroniarzy, którzy pobili policjanta, a blisko tysiąc osób przerwało słabo pilnowane ogrodzenie i wtargnęło na płytę lotniska, nie mając biletów.
Wtedy zdarzył się cud. Zobaczyliśmy jakieś zamieszanie. Okazało się, że komuś udało się przebić przez bramki, a za nim ruszyła cała masa ludzi w kierunku kolejnych stref biletowych. Mama pociągnęła mnie wtedy za kurtkę i po chwili gnaliśmy już z tłumem ku cudownemu przeznaczeniu, czując się tak, jakbyśmy odzyskiwali wolność. Przebiegliśmy przez kilka sektorów, aż w końcu, przed sektorem dziewiątym , zatrzymał nas ochroniarz i zapytał o bilety. To była prawdziwa chwila grozy – gonitwa myśli, czy zaraz nas nie wyrzucą. Mama w końcu powiedziała, że nie mamy biletów, ale zapytała, czy skoro zaszliśmy już tak daleko, może nas po prostu przepuścić dalej. Pan tylko skinął głową i otworzył przed nami bramkę. Tam się już zatrzymaliśmy. To był najcudowniejszy dzień mojego dzieciństwa. Wrył mi się w pamięć, miałem wtedy 11 lat
Mimo wszystko warszawski koncert króla popu pokazał, że Polska jest w stanie zorganizować widowisko według zagranicznych standardów. Na przyjazd kolejnej supergwiazdy muzyki pop, która także zaprezentowała się na Bemowie, Polacy musieli jednak czekać ponad dekadę. 15 sierpnia 2009 roku w Warszawie show w tym miejscu dała królowa Madonna.
W dniu wylotu z Polski, skąd kierował się do Hiszpanii na kolejny zaplanowany koncert, Michael znalazł jeszcze czas, by o godzinie 13:30 spotkać się w hotelu Marriott z prezydentem stolicy Marcinem Święcickim.
Powiedział, że w czasie tej swojej trasy, to w Warszawie został przyjęty najcieplej. Mówił, że chciałby do Warszawy wrócić, że może chciałby tu coś zrobić. Trochę rozmawialiśmy na ten temat, ale to były takie luźne rozmowy, nawet trudno mówić o jakichś konkretach
Kto by się wówczas spodziewał, że Michael Jackson nie żartuje i faktycznie powróci do Warszawy z konkretnymi planami, niespełna rok po zagraniu w niej swojego jedynego koncertu?
Gdy do mediów przedostała się wiadomość, że Michael Jackson wraca do Polski i to nie po to, by zagrać kolejny koncert, a wybudować wzorowany na Disneylandzie park rozrywki, wiele osób potraktowało ją jako dziennikarską kaczkę. Jakie było zdziwienie wszystkich, gdy 27 maja 1997 roku król popu rzeczywiście pojawił się na lotnisku Okęcie w Warszawie.
Po spektakularnym koncercie na warszawskim Bemowie Marcin Święcicki miał pozostawać w kontakcie z Michaelem Jacksonem. Prezydent Warszawy spotkał się z królem muzyki pop jeszcze w Paryżu i jak zdradził w rozmowie z „Życiem Warszawy”, gorąco zachęcał go wówczas do zainwestowania pieniędzy w stolicy. Do ostatniej chwili tajemnicą pozostawało, co tak naprawdę sprowadza Jacksona do naszego kraju i to po tak krótkim czasie. Owszem – piosenkarz obiecał wrócić, ale mało kto potraktował jego deklarację poważnie. Druga wizyta wokalisty w Warszawie została potwierdzona dopiero w sobotę 24 maja, z zaledwie trzydniowym wyprzedzeniem. W kuluarach mówiło się o tym, że król popu chce wybudować dom opieki dla sierot, socjalne osiedle dla ubogich lub nowoczesny park rozrywki.
„Już sześć razy objechałem świat, ale najbardziej wzruszyła mnie właśnie Polska”
Michael Jackson miał planowo wylądować na warszawskim Okęciu przed południem. Kilka minut przed 11:30 poinformowano jednak, że samolot przyleci z opóźnieniem. Około godziny 13:00 w wyznaczonym miejscu pojawił się Falcon. Zamiast Michaela Jacksona z pokładu wysiedli członkowie hokejowej drużyny San Jose Sharks.
Obsługa wieży najwidoczniej się pomyliła i na miejsce wyznaczone dla Michaela Jacksona skierowała inny charterowy samolot z Paryża. Może dlatego, że hokeiści lecieli „Falconem”, taką samą maszyną, jaką przyleci Michael Jackson
Samolot z Jacksonem na pokładzie doleciał na miejsce o 13:23. I o ile powitanie piosenkarza w 1996 roku już było utrzymane w uroczystej atmosferze, to w 1997 roku Jacksonowi zgotowano prawdziwie królewskie przyjęcie, wszak król muzyki pop i nieoficjalnie król Warszawy przyleciał z poważnymi planami.

Harmonogram drugiej wizyty artysty w Polsce był bardzo napięty. Zaledwie kilkanaście minut po wylądowaniu, bo o godzinie 13:46, ubrany w czarne jeansy z białymi lampasami, kowbojskie buty na wysokich obcasach, czarny kapelusz i czarny mundur Jackson zszedł na płytę lotniska, gdzie rozłożono dla niego czerwony dywan i gdzie na przywitanie go czekali blondwłosa dziewczynka z kwiatami – Marielle Tourel, córka Jolanty i Jacquesa, właścicieli „Kidilandu” oraz członkowie Dziecięcego Zespołu Pieśni i Tańca „Varsovia”. Dzieci odtańczyły mazura, a piosenkarz, choć chętny, nie miał możliwości dołączenia do młodych artystów. Grupa fanów przedarła się przez kordon ochrony. Piosenkarz w strugach deszczu pobiegł do helikoptera, a jego wielbicieli obezwładnili żołnierze. W wyniku organizacyjnego chaosu na pokładzie z piosenkarzem znalazł się polski fotograf Czesław Czapliński, zaproponowany przez Jacquesa Tourela do relacjonowania przebiegu wizyty króla popu w Warszawie. Mężczyzna do dziś jest jedynym posiadaczem taśm z dwóch dni: 27 i 28 maja. Nigdy nie podpisał umowy przekazującej prawa do materiałów agentom wokalisty.
Helikopter przetransportował artystę do Wilanowa, gdzie przesiadł się w forda Winstara i zajechał pod Pałac Wilanowski. Poznał tam dyrektora Łazienek Królewskich, profesora Marka Kwiatkowskiego, z którym miał się zaprzyjaźnić i którego zaprosił na swój koncert w Paryżu, a w przyszłości wybrał dyrektorem artystycznym planowanego przez niego przedsięwzięcia.
Kolejnym punktem wycieczki było liceum im. Stefana Batorego. Uczniowie renomowanej placówki, w której przeprowadzano akurat matury ustne, dowiedzieli się o wizycie sławnego na całym świecie gościa tego samego dnia. Jackson zawitał do szkoły o 15:30 w asyście straży miejskiej, policji i ochroniarzy. Pomachał uczniom zebranym w auli głównej, rozdał kilkanaście autografów, wpisał do księgi pamiątkowej i odebrał kwiaty z rąk Anny Muchy.
Nie wszyscy jednak entuzjastycznie zareagowali na pojawienie się króla popu w murach szkoły. Na transparencie pojawiły się obraźliwe hasła.
Uczniowie wymalowali na odwrocie transparentu obsceniczne hasła. Niewiele brakowało, by gwiazdor zobaczył je w auli głównej, gdzie miał spotkać się z uczniami. W dodatku splamiła się obstawa ze służb miejskich, pozwalając uczniom niemal stratować gościa. Michael tylko wszedł na ganek w auli i pomachał do licealistów. Podczas schodzenia napadnięty przez łowców autografów, przyciśnięty do muru, salwował się ucieczką
Po wizycie w Batorym Jackson skierował się do Łazienek Królewskich, gdzie obejrzał krótki film o Warszawie. Stamtąd pomknął autem na Stare Miasto i zwiedził Zamek Królewski. Najważniejszym punktem przyspieszonej wycieczki po Warszawie okazała się jednak wizyta w domu dziecka przy ul. Tarczyńskiej, poprzedzona zakupami w doskonale znanym mu już „Kidilandzie”. Jackson poświęcił sporo czasu fanom, którzy zebrali się pod bramami placówki.
Wieczorem w Teatrze Stanisławowskim w Starej Pomarańczarni odbyła się uroczysta kolacja. Profesor Kwiatkowski zdradził, że piosenkarz chciał nabyć rzeźbę Stanisława Augusta za zawrotną kwotę miliona dolarów. Do transakcji jednak nigdy nie doszło. Wydarzenie uświetniono mini-recitalem chopinowskim w wykonaniu Bartłomieja Kominka, a jedną z osób zaproszonych na spotkanie z królem popu była Justyna Steczkowska.
Podczas bankietu wokalista odebrał symboliczne klucze do bram stolicy i wspólnie z Marcinem Święcickim parafowali list intencyjny, w którym ustalili, że:
obie strony zamierzają założyć w Warszawie Rodzinny Park Rozrywki,
obie strony wyznaczą przedstawicieli, którzy będą wspólnie działać jako zespół, opracowując ten projekt. Zespół ten przedłoży stronom swoje zalecenia w ciągu 12 miesięcy,
w następstwie sprawozdania zespołu, obie strony spotkają się i uzgodnią, czy projekt będzie kontynuowany i na jakich warunkach.
List został podpisany dzień później, 28 maja, w stołecznym ratuszu. Wcześniej, o godzinie 9:30, Jackson odwiedził Pałac Prezydencki, gdzie spotkał się z Jolantą Kwaśniewską, a następnie zwiedził Hotel Bristol.
Przed wylotem do Wrocławia Michael udał się jeszcze do szpitala przy ul. Litewskiej, w którym przekazał pacjentom prezenty. Po wylądowaniu na Dolnym Śląsku poleciał helikopterem do Lubiąża, gdzie przywitano go chlebem i solą.
„Chciałbym mieszkać w Polsce. Tu są kochani ludzie”
Pierwszym problemem, na jaki natknął się Jackson, planując budowę parku rozrywki, było znalezienie odpowiedniej lokalizacji, zwłaszcza że planowana inwestycja miała objąć ponad sto hektarów i kosztować kilkaset milionów dolarów. Władze Warszawy zaproponowały mu tereny położone w Łuku Siekierkowskim, na Bemowie oraz w Powsinie. Lokalne media donosiły, że do wyścigu o sprzedaż terenu, na którym miałby stanąć park rozrywki Michaela przyłączyły się też gminy Białołęka i Wilanów, a nawet prywatny właściciel gruntu w Konstancinie.
Święcicki regularnie podkreślał, że pod uwagę brane są tylko te lokalizacje, do których możliwy jest prosty i szybki dojazd. Według plotek budowa parku rozrywki miała być jedną z kilku inwestycji Jacksona w Polsce. Piosenkarz wyraził też zainteresowanie zakupem hotelu Bristol, a także Opactwa Cysterów w Lubiążu, do którego wspólnie z profesorem Kwiatkowskim zawitał 28 maja, na chwilę przed wylotem do Niemiec. Wokalista chciał uczynić z niego swoją europejską rezydencję. Koszty remontu miały okazać się jednak za duże – nawet dla niego.
Park rozrywki nigdy nie powstał. W lipcu 1997 roku postanowiono jednak, by stanął na terenie byłego lotniska Bemowo, na co przystał sam Jackson. Wokaliście, według wspomnień Marka Kwiatkowskiego, miało zależeć przede wszystkim na podkreślaniu polskości, a nie tworzeniu nowego Disneylandu i promowaniu amerykańskiej kultury.
To jest mój pomysł, to jest to, kim jestem. To moja dusza, ja zawsze myślę o rodzinie. Rodzice i dzieci bawiący się wspólnie. Taka jest idea. Polska musi znaleźć się na mapie. W pewnym sensie Polska zniknęła z mapy. Wszystko, czym jest, to kpiny, "Polaczki", dowcipy o Polakach. Chcę dać Polsce klasę, chcę jej dać honor. Chcę zaszokować ludzi, którzy tam przyjadą
W grudniu w mediach pojawiły się zaskakujące doniesienia o planach budowy podobnego parku we włoskim miasteczku Civitavecchia. Przedstawiciel Jacksona w Polsce, Jacques Tourel, uspokoił jednak Polaków, zapewniając, iż król popu wciąż planuje postawić obiekt w naszym kraju, mimo iż napływa do niego sporo propozycji z różnych części świata. Równolegle dowiedzieliśmy się, że artysta, zamiast opactwa w Lubiążu, wybrał na swoją europejską rezydencję pałacyk w Otwocku. Co zatem poszło nie tak?
Mimo pozytywnego odbioru pomysłu wybudowania parku rozrywki przez Jacksona problemem okazała się zmiana przeznaczenia terenu lotniska.
Inwestycja cywilna nie może powstać na terenie, który użytkuje wojsko. Jednak minister obrony narodowej może stwierdzić, że armia danego terenu już nie potrzebuje i oddać go Agencji Mienia Wojskowego, która podejmuje decyzję o jego dalszym przeznaczeniu. Jeżeli jednak w grę wchodzą „lotniska wojskowe i porty wojenne współużytkowane przez służby cywilne”, sprawa się nieco komplikuje. Szef MON decyzję o przekazaniu gruntów Agencji musi uzgodnić z ministrem transportu
2 lutego 1998 roku minister obrony narodowej przekazał zarząd nad warszawskim lotniskiem na Bemowie resortowi spraw wewnętrznych i administracji oraz Agencji Mienia Wojskowego.
Nie wyszło, bo nie dostaliśmy gruntów na Bemowie. Lotnisko należało do ministerstwa obrony i resortu spraw wewnętrznych. MON się zgodził, ale szef MSWiA Janusz Tomaszewski zablokował sprawę. Moim zdaniem chodziło o politykę
Im więcej mówiono o inwestycji, tym więcej pojawiało się też głosów sprzeciwu ze strony mieszkańców dzielnicy Bemowo, którzy obawiali się hałasu oraz zagrożeń komunikacyjnych. Nieprzekonujące okazały się nawet argumenty, że wybudowanie „Jacksonlandu” przyniosłoby 12 tysięcy nowych miejsc pracy oraz zapewniło promocję polskiej kultury na całym świecie. Ostatecznie projekt, który miał szansę odmienić krajobraz Warszawy i zaznaczyć jej obecność na kulturalnej mapie Europy, pozostał jedynie marzeniem – samego Jacksona i jego fanów, na próżno zbierających podpisy i próbujących wpłynąć na władze miasta. Warszawski sen króla popu oficjalnie dobiegł końca.

Po 1997 roku Michael Jackson już nigdy więcej nie zawitał do Polski, choć mówiono o tym, że planuje zagrać tu kolejny koncert. „HIStory World Tour” okazała się ostatnią trasą koncertową w jego karierze. Zaplanowana na 2009 rok seria występów w londyńskiej O2 Arenie pod hasłem „This Is It” nie doszła do skutku ze względu na niespodziewaną śmierć idola.
Mimo napływających ofert Jackson nie wybudował też parku rozrywki w żadnym innym miejscu na świecie. Można dziś zastanawiać się, jak w obliczu skandali z 2005 i 2019 roku oceniana byłaby taka inwestycja w Polsce, gdyby oczywiście doszła do skutku. Po premierze dokumentu „Leaving Neverland” Marcin Święcicki usunął przecież zdjęcia z Jacksonem z mediów społecznościowych, a amfiteatr na Bemowie zmienił swoją nazwę.
Bez względu na podejście do Jacksona, nie można zaprzeczyć temu, że jego wizyty w Polsce były przełomowe i już zawsze będą wspominane jako jedne z najważniejszych wydarzeń kulturalnych nie tylko lat 90., ale całej historii.