Robert Konieczny:
„Dla mnie to jest pałac”.
Plan i budowa - antyporadnik
1

Jest w górach i ma dwuspadowy dach, jak należy.
Ale zamiast z drewna, jest z betonu. Na dodatek odkręcili budynek tak, by z ziemią stykał się tylko jednym narożnikiem, a reszta zawisła nad zboczem wzgórza. Uznali, że lepiej nie mieć ogrodu ani porządnego ogrodzenia. I że najlepsze pomysły
rysuje się na serwetce. Oto Arka, uznana przed laty
za najlepszy dom świata.

Plan i budowa antyporadnik

Od czasu, kiedy w 2014 roku wpływowy magazyn Wallpaper ogłosił, że to najlepszy dom świata, w zasadzie nie skończyła się dyskusja o tym budynku. Znacie? Znacie, na pewno.
Oto Arka, dom własny polskiego architekta Roberta Koniecznego, który w 2024 roku został przez nas, czyli opiniotwórczy magazyn Architektura – murator uznany za najbardziej wpływowego architekta w Polsce. Dom, o którego powstaniu sam autor i lokator mówił: To antyporadnik, jak należy budować! A ten dom stoi już
od ponad 10 lat w Brennej, która przez ten czas z zapomnianej miejscowości w Beskidach zmieniła się w prężnie rosnący kurort. Ale drugiego takiego domu nie ma tu nadal.

To właśnie malowniczy górski pejzaż w południowej Polsce był inspiracją dla Arki, domu na wzgórzu. Ciężki beton wygląda, jakby właśnie wylądował na trawiastej łące. Na dodatek dom zbudowano niczym most, tak, by woda ze wzgórza mogła przepływać pod nim swobodnie. Stoi na palach.

A miał być w założeniu drewnianym domkiem letniskowym...

1
Od letniska w górach po betonowy monolit
1
2

– Przed laty postanowiłeś wybudować sobie małą drewnianą chatkę w górach – zaczynam rozmowę z Robertem Koniecznym, gdy już otworzył zwodzony most i odsunął ciężką, 10-metrową betonową przesłonę (nie pozwala tego robić innym, bo też to nie jest łatwe zadanie, choć wydaje się, że tafla betonu po prostu
lekko sunie).

Dom zalało ciepłe światło zachodzącego słońca. Siedzimy
na kanapie w salonie, przeszklonym z obu stron, z widokiem
na Równicę.

– To nawet nie ja postanowiłem, bo to był mój pomysł mojej żony Patrycji. Wymyśliła ten dom w górach, bo chciała się wynieść
z miasta. Ja zaprotestowałem, a kompromisem miał być mały domek w górach – zaczyna z uśmiechem architekt.

I tu zaczyna się naprawdę wielka przygoda, pełna zwrotów akcji.

– Burzliwa historia Arki Roberta Koniecznego to dobry materiał na scenariusz filmu dokumentalnego, a może nawet sensacyjnego
– pisali przecież na łamach „Architektury-murator” w 2015 roku, świeżo po „premierze” budynku architekci Bartosz Haduch
i Michał Haduch.

To oni też określili ten dom jako paradoks jednoczesnej integracji
i izolacji względem otaczającej przyrody.

Od letniska w górach po betonowy monolit
Jak architekt budował swój drewniany ...
3

To miał być mały domek i 25 metrów kwadratowych – na tyle było wówczas stać młodego architekta.

Tu warto na chwilę przerwać tę opowieść, by przypomnieć,
że budowa domu własnego architekta toczyła się równolegle
z budową "Przełomów" jego projektu, części Muzeum Narodowego w Szczecinie, która to realizacja zdobyła jesienią 2016 tytuł Najlepszego budynku świata na Światowym Festiwalu Architektury w Berlinie. Ale nagrody i sława architektów nie idą w parze
z dużymi zarobkami, a ich temat podnosiliśmy na naszych łamach wielokrotnie. To nie był czas finansowego sukcesu.

Rok 2014 w architekturze

A w jakich architektonicznych okolicznościach powstawała Arka?

To był czas, kiedy w Gdańsku kończono Europejskie Centrum Solidarności i Teatr Szekspirowski, w Krakowie budowano pierwszy podziemny dworzec kolejowy, w Katowicach – schowane w dużej mierze pod ziemią Muzeum Śląskie i czerwone pudło NOSPR, a w Szczecinie – Przełomy. Eksperci orzekli: To był
„rok miasta”, kiedy „oddano w Polsce do użytku przynajmniej kilkanaście obiektów na światowym poziomie, nie mówiąc
o prywatnych domach”.

Najmodniejszym materiałem był corten. Powstawał wieżowiec Złota 44, który, jak pamiętacie, początkowo okazał się klapą.
Ludzie zaczęli dostrzegać potencjał domów – kostek z PRL,
a świetnym przykładem „mocnego wejścia” w tę tematykę była prosta, jasna kostka z Łazisk pracowni SLAS. Powstawały kameralne, ale luksusowe wille, jak Dom Światłoczuły
w Niemczech, ale polskiej pracowni. Emocje budziły też blaszane, nowoczesne kamieniczki w zabudowie szeregowej z Wrocławia. Kult nowoczesności i technologii zaczęto u nas łączyć z azjatyckim spokojem – jak w przypadku domu niczym origami w Wilanowie.

Czy rzeczywiście więc Arka była aż takim ewenementem?

Jak architekt budował swój drewniany domek weekendowy
Arka: to miał być dom budżetowy
4

– W jakim momencie swojej kariery budowałeś ten dom?
– pytam Koniecznego.

– To był przełomowy moment. W 2007 roku zrobiliśmy głośny
Dom aatrialny, nagle zaczęło się o nas robić głośno.
Arka powstała w trudnym finansowo okresie dla pracowni,
ale wszystko się szczęśliwie poukładało. Patrycja bardzo
mnie wspierała – opowiada architekt. I kontynuuje:

– Kiedy szukaliśmy działki i znaleźliśmy to miejsce, zakochaliśmy się w nim od razu.

Projekt drewnianego domku w górach robił dwa lata, a żona przez te dwa lata ciągle go powiększała: „bo jeszcze to, bo jeszcze tamto, bo będzie za mało”.

– Czyli dwa lata budowałeś nieco powiększony drewniany domek
– precyzuję.

Ale tego projektu nigdy nie zrealizowano.

– Tak – potwierdza Konieczny. – Dwa lata pracy były po to,
żeby na samym początku budowy dowiedzieć się, że właściwie potrzebujemy czegoś zupełnie innego.

A było to tak:

Drugiego dnia budowy podchodzę do pana z koparką, który już zaczynał kopać i mówię: „Czy może pan na chwilę przerwać robotę, bo muszę z żoną pogadać?”. Podchodzę do niej i mówię: „A co byś powiedziała, gdybyśmy ten dom trochę zmienili?”. A ona na to: „Trochę czy całkowicie?”.

Cóż. Wiadomo było, że górskie realia i zapis w planie wymuszą zaprojektowanie dwuspadowego dachu, ale reszta?

Drugi projekt powstał w trzy dni, a naszkicowano go
na papierze śniadaniowym.

– Rozrysowaliśmy to w poniedziałek wieczorem i wysłaliśmy do konstruktora. We wtorek zaczął to liczyć, a w czwartek na nowo ruszyła budowa – wspominał autor projektu.

– Gdybym się jej tak nie bał, to bym ten proces wydłużył,
ale wiedziałem, że ekipa nam ucieknie. Powiedziałem, że koncepcję zrobię w trzy dni. I faktycznie – koncepcja powstała w trzy dni,
a czwartego dnia ekipa kontynuowała budowę już zupełnie innego domu – wspomina architekt.

Opisywaliśmy na naszych łamach budowę Arki miesiąc
po miesiącu.

Arka: to miał być dom budżetowy
Tu nie budynek miał się liczyć, a widok
5

Bezsprzecznie największą wartością działki jest wspaniały widok, który się z niej roztacza.

– Stąd myśl by dom stał się dla niego ramą, która go kadruje
– opowiada autor projektu.

Przez te dwa lata bardzo dobrze poznał działkę, wiedział, jak
o każdej porze roku słońce wchodzi, zachodzi. – Miałem ją w głowie na wyrywki.

Arka jest otwarta na górski pejzaż, ale pojawił się problem poczucia bezpieczeństwa, bo przecież jest na odludziu.

– Wyjściem okazało się „odkręcenie” budynku tak, by z ziemią stykał się tylko jednym narożnikiem, a reszta zawisła nad zboczem wzgórza. W ten sposób część parteru, w której zlokalizowano sypialnie, została wywindowana na poziom pierwszego piętra.

Problem poczucia bezpieczeństwa dotyczy także lokalizacji domu na stromym zboczu, gdyż pojawiło się realne zagrożenie osuwiskiem, coraz częściej występującym w polskich górach.

– Sypialnia wisi wysoko, a dom stanął na podporach jak most,
pod którym swobodnie przepływa woda. Stąd też nazwa – Arka
– wyjaśnia Konieczny.

– Zrobiliśmy szybko projekt zamienny, ruszyła budowa. Jest takie powiedzenie: „Myśl długo, buduj krótko”. I to się sprawdziło.
Te dwa lata myślenia plus trzy dni intensywnej pracy zrobiły robotę – kwituje architekt. I dodaje: Pozwolenie dostałem, kiedy już ściany wyrastały z ziemi.

Wokół niemal nie ma ogrodzenia. I to kolejny związek Arki z arką.

– Zwierzęta bardzo polubiły ten dom. Konie, owce, a nawet dzikie sarny i jelenie przychodzą do nas spać dosłownie pod domem. Kadłub budynku jest już cały brudny od ocierania się zwierząt
o niego. To jest niesamowite – forma, która początkowo
żartobliwie przypominała arkę, nabrała prawdziwego znaczenia
– mówi architekt.

Nie ma tu też ogrodu – aby nie zakłócać widoku.

Tu nie budynek miał się liczyć, a widok
Dom prosty, ale naszpikowany elektroniką
6

Żeby do domu wejść, trzeba opuścić zwodzony most i odsunąć betonową ścianę. A jak jest środku? Arka zachwyca nie wnętrzem,
a niezwykłymi widokami przez przeszklone ściany. Ten dom naprawdę wydaje się wystrzeliwać ze zbocza.

To dom parterowy. Powierzchnia: 140 metrów kwadratowych (pamiętajcie, miał być pięć razy mniejszy), zamiast kamiennej podmurówki – jest beton, zamiast okapów – gładka ściana.
Podział przestrzeni: salon z jadalnią i kuchnią, sypialnie,
na końcu korytarza – łazienka z dużym oknem. Na prawo przy wejściu – dodatkowy salonik, którego pilnuje… ogrodowy krasnal.

– Opowiedz, jak rozplanowane jest wnętrze tego domu.

Robert Konieczny: W zasadzie w moich projektach wnętrze powstaje razem z koncepcją budynku. Wnętrze i zewnętrze to jedna całość. Beton jako współczesny kamień, ocieplenie wewnątrz,
a nie na zewnątrz – to były kluczowe decyzje.

I pokazuje:

– Arka jest bardzo prosto rozplanowana – pół domu to część dzienna, pół to sypialnia (część parteru, w której zlokalizowano sypialnie, została wyniesiona na poziom pierwszego piętra). Wróciłem do idei małego domu. Dużo rzeczy robiłem sam albo bardzo tanio, z myślą o minimalizmie i bezobsługowości – wyjaśnia architekt. – Chciałem domu bezobsługowego, trwałego i prostego
w utrzymaniu.

Przez te lata dom się nie znudził i wciąż przyjeżdżają tu ekipy fotografów i architektów z całego świata. Co mówią?

Najczęściej im się podoba. Pytają o rozwiązania techniczne, bo jest tu sporo i nietypowych – na przykład wentylowane ściany betonowe z pustką powietrzną, bardzo proste i skuteczne tarasy
za 600 zł, ruchome ściany osłonowe itd.

– Twoi klienci pewnie prosili cię później o zaprojektowanie dla nich podobnych domów? – dopytuję.

– Zdarzało się – uśmiecha się.

Dom prosty, ale naszpikowany elektroniką
Arka po 10 latach

Dorota Niećko: tekst | Agata Gumółka: koncepcja wizualna, layout |
Karol Gruszka: producent, realizacja wideo, produkcja www

7

Od 10 lat w zasadzie niewiele się w tym wnętrzu zmieniło.
Ale jeśli chodzi o autora projektu i lokatora – wiele.
Również jeśli chodzi o podejście do zawodu.

Po latach pracy inaczej patrzy na swoją odpowiedzialność jako architekta. Coraz wyraźniej widzi, że w obliczu kryzysu klimatycznego architekt nie może skupiać się wyłącznie na formie
– projektowanie musi przede wszystkim nie szkodzić środowisku. Sam przyznaje, że kiedyś liczyła się dla niego wyjątkowość
i ekspresja budynków. 

– Gdybyś miał budować Arkę drugi raz, zrobiłbyś to samo?
– pytam na koniec.

Robert Konieczny: Teraz tak. To miejsce dało mi bardzo dużo.
Od dziecka jeździłem w góry i czuję się tu „naturalnie”.

– Czy nazwałbyś ten dom luksusowym?

Robert Konieczny:

Dla mnie to jest mega luksus – luksus spełnionego marzenia.
Dla kogoś innego może być prosty dom. Ja wychowałem
się w bardzo skromnych warunkach i dla mnie to jest pałac.

Arka po 10 latach
1
Robert Konieczny:
„Dla mnie to jest pałac”.

Od czasu, kiedy w 2014 roku wpływowy magazyn Wallpaper ogłosił, że to najlepszy dom świata, w zasadzie nie skończyła się dyskusja o tym budynku. Znacie? Znacie, na pewno. Oto Arka, dom własny polskiego architekta Roberta Koniecznego, który w 2024 roku został przez nas, czyli opiniotwórczy magazyn Architektura – murator uznany za najbardziej wpływowego architekta w Polsce. Dom, o którego powstaniu sam autor i lokator mówił: To antyporadnik, jak należy budować! A ten dom stoi już od ponad 10 lat w Brennej, która przez ten czas z zapomnianej miejscowości w Beskidach zmieniła się w prężnie rosnący kurort. Ale drugiego takiego domu nie ma tu nadal.

To właśnie malowniczy górski pejzaż w południowej Polsce był inspiracją dla Arki, domu na wzgórzu. Ciężki beton wygląda, jakby właśnie wylądował na trawiastej łące. Na dodatek dom zbudowano niczym most, tak, by woda ze wzgórza mogła przepływać pod nim swobodnie. Stoi na palach.

A miał być w założeniu drewnianym domkiem letniskowym...

Plan i budowa antyporadnik
1

Jest w górach i ma dwuspadowy dach, jak należy. Ale zamiast z drewna, jest z betonu. Na dodatek odkręcili budynek tak, by z ziemią stykał się tylko jednym narożnikiem, a reszta zawisła nad zboczem wzgórza. Uznali, że lepiej nie mieć ogrodu ani porządnego ogrodzenia. I że najlepsze pomysły rysuje się na serwetce. Oto Arka, uznana przed laty za najlepszy dom świata.

- Przed laty postanowiłeś wybudować sobie małą drewnianą chatkę w górach – zaczynam rozmowę z Robertem Koniecznym, gdy już otworzył zwodzony most i odsunął ciężką, 10-metrową betonową przesłonę (nie pozwala tego robić innym, bo też to nie jest łatwe zadanie, choć wydaje się, że tafla betonu po prostu lekko sunie).

Dom zalało ciepłe światło zachodzącego słońca. Siedzimy na kanapie w salonie, przeszklonym z obu stron, z widokiem na Równicę.

- To nawet nie ja postanowiłem, bo to był mój pomysł mojej żony Patrycji. Wymyśliła ten dom w górach, bo chciała się wynieść z miasta. Ja zaprotestowałem, a kompromisem miał być mały domek w górach – zaczyna z uśmiechem architekt.

I tu zaczyna się naprawdę wielka przygoda, pełna zwrotów akcji.

- Burzliwa historia Arki Roberta Koniecznego to dobry materiał na scenariusz filmu dokumentalnego, a może nawet sensacyjnego - pisali przecież na łamach „Architektury-murator” w 2015 roku, świeżo po „premierze” budynku architekci Bartosz Haduch i Michał Haduch.

To oni też określili ten dom jako paradoks jednoczesnej integracji i izolacji względem otaczającej przyrody

Od letniska w górach po betonowy monolit
2
3
Jak architekt budował swój drewniany domek weekendowy

To miał być mały domek i 25 metrów kwadratowych – na tyle było wówczas stać młodego architekta.

Tu warto na chwilę przerwać tę opowieść, by przypomnieć, że budowa domu własnego architekta toczyła się równolegle z budową "Przełomów" jego projektu, części Muzeum Narodowego w Szczecinie, która to realizacja zdobyła jesienią 2016 tytuł Najlepszego budynku świata na Światowym Festiwalu Architektury w Berlinie. Ale nagrody i sława architektów nie idą w parze z dużymi zarobkami, a ich temat podnosiliśmy na naszych łamach wielokrotnie. To nie był czas finansowego sukcesu.

Rok 2014 w architekturze

A w jakich architektonicznych okolicznościach powstawała Arka?

To był czas, kiedy w Gdańsku kończono Europejskie Centrum Solidarności i Teatr Szekspirowski, w Krakowie budowano pierwszy podziemny dworzec kolejowy, w Katowicach – schowane w dużej mierze pod ziemią Muzeum Śląskie i czerwone pudło NOSPR, a w Szczecinie – Przełomy. Eksperci orzekli: To był „rok miasta”, kiedy „oddano w Polsce do użytku przynajmniej kilkanaście obiektów na światowym poziomie, nie mówiąc o prywatnych domach”.

Najmodniejszym materiałem był corten. Powstawał wieżowiec Złota 44, który, jak pamiętacie, początkowo okazał się klapą. Ludzie zaczęli dostrzegać potencjał domów – kostek z PRL, a świetnym przykładem „mocnego wejścia” w tę tematykę była prosta, jasna kostka z Łazisk pracowni SLAS. Powstawały kameralne, ale luksusowe wille, jak Dom Światłoczuły w Niemczech, ale polskiej pracowni. Emocje budziły też blaszane, nowoczesne kamieniczki w zabudowie szeregowej z Wrocławia. Kult nowoczesności i technologii zaczęto u nas łączyć z azjatyckim spokojem – jak w przypadku domu niczym origami w Wilanowie.

Czy rzeczywiście więc Arka była aż takim ewenementem?

4
Arka: to miał być dom budżetowy

- W jakim momencie swojej kariery budowałeś ten dom? – pytam Koniecznego.

- To był przełomowy moment. W 2007 roku zrobiliśmy głośny Dom aatrialny, nagle zaczęło się o nas robić głośno. Arka powstała w trudnym finansowo okresie dla pracowni, ale wszystko się szczęśliwie poukładało. Patrycja bardzo mnie wspierała – opowiada architekt. I kontynuuje:

- Kiedy szukaliśmy działki i znaleźliśmy to miejsce, zakochaliśmy się w nim od razu .

Projekt drewnianego domku w górach robił dwa lata, a żona przez te dwa lata ciągle go powiększała: „bo jeszcze to, bo jeszcze tamto, bo będzie za mało”.

- Czyli dwa lata budowałeś nieco powiększony drewniany domek – precyzuję.

Ale tego projektu nigdy nie zrealizowano.

- Tak – potwierdza Konieczny. - Dwa lata pracy były po to, żeby na samym początku budowy dowiedzieć się, że właściwie potrzebujemy czegoś zupełnie innego.

A było to tak:

Drugiego dnia budowy podchodzę do pana z koparką, który już zaczynał kopać i mówię: „Czy może pan na chwilę przerwać robotę, bo muszę z żoną pogadać?”. Podchodzę do niej i mówię: „A co byś powiedziała, gdybyśmy ten dom trochę zmienili?”. A ona na to: „Trochę czy całkowicie?”.

Cóż. Wiadomo było, że górskie realia i zapis w planie wymuszą zaprojektowanie dwuspadowego dachu, ale reszta?

Drugi projekt powstał w trzy dni, a naszkicowano go na papierze śniadaniowym.

- Rozrysowaliśmy to w poniedziałek wieczorem i wysłaliśmy do konstruktora. We wtorek zaczął to liczyć, a w czwartek na nowo ruszyła budowa – wspominał autor projektu.

- Gdybym się jej tak nie bał, to bym ten proces wydłużył, ale wiedziałem, że ekipa nam ucieknie. Powiedziałem, że koncepcję zrobię w trzy dni. I faktycznie – koncepcja powstała w trzy dni, a czwartego dnia ekipa kontynuowała budowę już zupełnie innego domu – wspomina architekt.

Opisywaliśmy na naszych łamach budowę Arki miesiąc po miesiącu.

5
Tu nie budynek miał się liczyć, a widok

Bezsprzecznie największą wartością działki jest wspaniały widok, który się z niej roztacza.

- Stąd myśl by dom stał się dla niego ramą, która go kadruje – opowiada autor projektu.

Przez te dwa lata bardzo dobrze poznał działkę, wiedział, jak o każdej porze roku słońce wchodzi, zachodzi. - Miałem ją w głowie na wyrywki.

Arka jest otwarta na górski pejzaż, ale pojawił się problem poczucia bezpieczeństwa, bo przecież jest na odludziu.

- Wyjściem okazało się „odkręcenie” budynku tak, by z ziemią stykał się tylko jednym narożnikiem, a reszta zawisła nad zboczem wzgórza. W ten sposób część parteru, w której zlokalizowano sypialnie, została wywindowana na poziom pierwszego piętra.

Problem poczucia bezpieczeństwa dotyczy także lokalizacji domu na stromym zboczu, gdyż pojawiło się realne zagrożenie osuwiskiem, coraz częściej występującym w polskich górach.

- Sypialnia wisi wysoko, a dom stanął na podporach jak most, pod którym swobodnie przepływa woda. Stąd też nazwa – Arka – wyjaśnia Konieczny.

- Zrobiliśmy szybko projekt zamienny, ruszyła budowa. Jest takie powiedzenie: „Myśl długo, buduj krótko”. I to się sprawdziło. Te dwa lata myślenia plus trzy dni intensywnej pracy zrobiły robotę – kwituje architekt. I dodaje: Pozwolenie dostałem, kiedy już ściany wyrastały z ziemi.

Wokół niemal nie ma ogrodzenia. I to kolejny związek Arki z arką.

- Zwierzęta bardzo polubiły ten dom. Konie, owce, a nawet dzikie sarny i jelenie przychodzą do nas spać dosłownie pod domem. Kadłub budynku jest już cały brudny od ocierania się zwierząt o niego. To jest niesamowite – forma, która początkowo żartobliwie przypominała arkę, nabrała prawdziwego znaczenia – mówi architekt.

Nie ma tu też ogrodu - aby nie zakłócać widoku.

6
Dom prosty, ale naszpikowany elektroniką

Żeby do domu wejść, trzeba opuścić zwodzony most i odsunąć betonową ścianę. A jak jest środku? Arka zachwyca nie wnętrzem, a niezwykłymi widokami przez przeszklone ściany. Ten dom naprawdę wydaje się wystrzeliwać ze zbocza.

To dom parterowy. Powierzchnia: 140 metrów kwadratowych (pamiętajcie, miał być pięć razy mniejszy), zamiast kamiennej podmurówki – jest beton, zamiast okapów - gładka ściana. Podział przestrzeni: salon z jadalnią i kuchnią, sypialnie, na końcu korytarza – łazienka z dużym oknem. Na prawo przy wejściu – dodatkowy salonik, którego pilnuje… ogrodowy krasnal.

- Opowiedz, jak rozplanowane jest wnętrze tego domu.

Robert Konieczny: W zasadzie w moich projektach wnętrze powstaje razem z koncepcją budynku. Wnętrze i zewnętrze to jedna całość. Beton jako współczesny kamień, ocieplenie wewnątrz, a nie na zewnątrz – to były kluczowe decyzje.

I pokazuje:

- Arka jest bardzo prosto rozplanowana – pół domu to część dzienna, pół to sypialnia (część parteru, w której zlokalizowano sypialnie, została wyniesiona na poziom pierwszego piętra). Wróciłem do idei małego domu. Dużo rzeczy robiłem sam albo bardzo tanio, z myślą o minimalizmie i bezobsługowości – wyjaśnia architekt. - Chciałem domu bezobsługowego, trwałego i prostego w utrzymaniu.

Przez te lata dom się nie znudził i wciąż przyjeżdżają tu ekipy fotografów i architektów z całego świata. Co mówią?

Najczęściej im się podoba. Pytają o rozwiązania techniczne, bo jest tu sporo i nietypowych – na przykład wentylowane ściany betonowe z pustką powietrzną, bardzo proste i skuteczne tarasy za 600 zł, ruchome ściany osłonowe itd.

- Twoi klienci pewnie prosili cię później o zaprojektowanie dla nich podobnych domów? – dopytuję.

- Zdarzało się – uśmiecha się.

Dorota Niećko: tekst
Agata Gumółka: koncepcja wizualna, layout
Karol Gruszka: producent, realizacja wideo, produkcja www

Arka po 10 latach
7

Od 10 lat w zasadzie niewiele się w tym wnętrzu zmieniło. Ale jeśli chodzi o autora projektu i lokatora – wiele. Również jeśli chodzi o podejście do zawodu.

Po latach pracy inaczej patrzy na swoją odpowiedzialność jako architekta. Coraz wyraźniej widzi, że w obliczu kryzysu klimatycznego architekt nie może skupiać się wyłącznie na formie – projektowanie musi przede wszystkim nie szkodzić środowisku. Sam przyznaje, że kiedyś liczyła się dla niego wyjątkowość i ekspresja budynków. 

- Gdybyś miał budować Arkę drugi raz, zrobiłbyś to samo? – pytam na koniec.

Robert Konieczny: Teraz tak. To miejsce dało mi bardzo dużo. Od dziecka jeździłem w góry i czuję się tu „naturalnie”.

- Czy nazwałbyś ten dom luksusowym?

Robert Konieczny:

Dla mnie to jest mega luksus – luksus spełnionego marzenia. Dla kogoś innego może być prosty dom. Ja wychowałem się w bardzo skromnych warunkach i dla mnie to jest pałac.